Nie ma nikogo w twoim otoczeniu, kto powie ci prosto w oczy, że jego ten temat nie dotyczy. Jeśli się ktoś taki znajdzie, śmiało mu powiedz, że jest kłamcą! Sam nie dasz rady policzyć, ile razy uległeś pokusie upadając w grzech, nie mówiąc już ile razy w ogóle zmagałeś się z pokusą. To temat stary jak świat – starszy niż sam człowiek. Bo nie od niego się zaczęło, lecz było to w czasach, gdy istniał jedynie Bóg i istoty stworzone dla przebywania w Jego chwale. Jedną z nich był archanioł Jutrzenka, Gwiazda Zaranna, doskonały kapelmistrz, Lucyfer we własnej osobie. Pierwsza pokusa zrodziła się z doskonałości, by prześcignąć Doskonałość Absolutną – Boga Stwórcę.
Zainfekowani, maltretowani codziennie w głębi sumienia, oszołomieni jej perfidnym jadem zadajemy sobie pytanie: czym jest to coś, z czym się zmagam? Jak nazwać ten stan, stając „z podkulonym ogonem” przed Panem? Pokusa, która cię dręczy nie pochodzi od Boga, który nie kusi nikogo: Niechaj nikt, gdy wystawiony jest na pokusę, nie mówi: Przez Boga jestem kuszony; Bóg bowiem nie jest podatny na pokusy ani sam nikogo nie kusi (Jak 1,13).
Zrzucanie winy na diabła staje się najłatwiejszym zabiegiem, który choć w części zdejmuje poczucie odpowiedzialności. Ale nie pozwala zrzucić jarzma niewoli i jest kłamstwem, w którym we własnym interesie utwierdzi cię sam Zły. Pierwsi ludzie, którzy poddali się pokusie tłumaczyli: „wąż mnie zwiódł; kobieta mi dała”. W rzeczywistości zrealizowali swoje własne, buntownicze pragnienia „stania się jak Bóg”. Kto z was, stojąc w cieniu rozłożystych konarów rajskiego drzewa Poznania, nie pomyślałby przez chwilkę: „to tylko >>jabłka<<, a ile mogłyby mi dać spełnienia...”
W rzeczywistości pokusa jest przeżywaniem i odczuwaniem własnej cielesności. Już nie sam diabeł pcha cię do zła, lecz ty sam, wiedziony „genem upadku”, „syndromem rajskiego owocu”. Kusi człowieka jego własna pożądliwość, wabiąc go i pociągając ku złemu (Jak 1,14). Twoje stare, cielesne „ja”, twoja upadła natura odzywa się w chwilach, gdy czujesz się może najmocniejszy, uduchowiony i gotowy by na zawsze iść za Panem. Lecz gdy znów zginasz kolana i wołasz w pokucie o wybaczenie, sam najlepiej wiesz, że twoje starania to marność nad marnościami. Znów odzywa się w tobie Salomon: „nie ma niczego nowego pod słońcem, to wszystko powraca...”. Pewien kleryk udawał się jak co tydzień do swojego spowiednika, klękał w konfesjonale i szeptał: ojcze – to samo... Spowiednik wzdychając odpowiadał: synu – to samo... Może się uśmiechnąłeś lub uśmiechnęłaś – ja ci mówię – i ty masz tak samo. Pokusa jest ponad wyznaniowa, wszystkich nas do siebie przygarnia.
Gdy myślisz o pokusach, których doświadczasz, możesz określić je w czterech sferach popełnianego zła: Złe myśli – wszelka pożądliwość, pycha, osądzanie bez autorytetu. Złe słowa – kłamstwa, obmowy, oskarżenia. Złe czyny – seksualne, bałwochwalcze, wyrządzanie krzywdy, bunt, grzechy przeciw swojemu ciału. Złe postawy – lenistwo, pracoholizm, obojętność. Zastanów się, w której sferze leży twój problem?
Gdy już wiem, skąd bije źródło mojego problemu, mogę zadać pytanie: dlaczego? W jakim celu wciąż mam przechodzić przez stare i nowe pokuszenia, dowiadując się po raz kolejny, jak słaby jestem i w czym jeszcze mogę się złamać? Czy to ma tylko obniżać moją samoocenę poniżej wszelkim biblijnym standardom? NIE – Doświadczając mocy własnej cielesności, gdy zmagasz się z pokusą, otrzymujesz możliwość zidentyfikowania u siebie zachowań wrogich Bożej woli. Pokusa pozwala ci zobaczyć, co niechybnie możesz zrobić, gdy tylko będziesz mieć ku temu okazję. Bóg chce, abyś nabył świadomości swoich słabych stron i identyfikował je jako niepożądane w relacji z Nim. Byś uczył się tego, jak nie dać się słabościom zdominować. I oto prosta, diabelska sztuczka niszczenia ciebie przez twoje własne słabości staje się orężem, które Bóg używa dla wzbudzania niezłomnego, odrodzonego ducha w tobie! Greckie słowo peirasmos tłumaczone jako pokusa, to „próba, wypróbowanie, doświadczenie”. To to, co poddaje cię próbie – czy twoje zamiary są dobre, czy złe. Pokusa staje się więc użytecznym narzędziem oceny: jakim naprawdę jestem człowiekiem i gdzie się znajduję w obecnym stanie duchowym? Widzę postęp w uczniostwie za Chrystusem czy regres?
Wspaniałym dowodem łaski i mądrości Bożej będzie to, gdy sobie uświadomisz, że nękające cię pokuszenia przeradzają się w błogosławieństwo dla twego życia! Paweł pisał: Najchętniej więc chlubić się będę słabościami, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa (2 Kor. 12,9). W jaki sposób? Bo twój stosunek do pokusy determinuje to, jakim chrześcijaninem będziesz w przyszłości. Odważny i gorący dla Pana wierzący to ten, który płynie rwącą, górską rzeką pełną skalistych przełomów – pokus, wytrzymałą łodzią umartwienia ciała (cielesnej sfery osobowości), dla chwalebnego rozkwitu ducha. Powiem wprost: zmagasz się z mnogością pokus? – potraktuj je jak zaszczytne wyzwanie. Bo Bóg chce, byś poprzez nie stał się takim człowiekiem, jakich On używa dla realizacji swoich największych dzieł! Gdy dziś wspominasz swoje pokusy, pewnie przed oczami pojawiają się te same, wielokrotne upadki. Właśnie teraz, dzięki temu złemu doświadczeniu możesz uczyć się podejmować mądre decyzje, oparte o Bożą świętość i wolę. Gdy przychodzi pokuszenie, twoje ułomności zostają oświetlone najsilniejszym światłem, objawiającym te rzeczy, które uniemożliwiają ci czerpanie błogosławieństwa z Bożych obietnic. Pomiędzy tobą a spełnieniem Bożych obietnic leży sytuacja, zawierająca pokusę. I to, jak na nią zareagujesz określi, czy nastąpi wypełnienie obietnicy w twoim życiu. Im bardziej świadomie odpierasz pokusy, tym masz większą zdolność czerpania łaski od Boga i przyjmowania Jego darów.
Czego wymaga od ciebie pokusa? Zawsze jednego: dokonania wyboru, zajęcia stanowiska i podjęcia działania. A co będzie się działo, gdy ją zlekceważysz? Będzie wciąż do ciebie wracała, jak ból w nie zaleczonym zębie. Każde sprzyjające warunki będą ją potęgować. Gdy raz ulegniesz pokusie, to spowoduje, że następnym razem łatwiej, już bez walki podejmiesz podobną, fatalną decyzję. A rezultatem podległości swojej cielesności jest grzech i śmierć.
Najlepszym momentem, aby podjąć walkę z pokusą jest najbliższy przypadek jej pojawienia się. Jeśli podniesiesz tę rękawicę, przyjmiesz wyzwanie, walka przyniesie ci chlubę, bo zaczniesz się uczyć być człowiekiem wiary w Boga większego od twoich słabości. A My nie jesteśmy z tych, którzy się cofają i giną, lecz z tych, którzy wierzą i zachowują duszę (Heb 10,39).
-
HankMoody:
-
Pastor:
-
Wioletta Sadowska:
Pokaż wszystkie (4) ›